piątek, 16 listopada 2007

I ZNOWU JEDZENIE?

Dzisiaj w domu urodziny. Druso osiągnął pełnoletniość. Trzy lata temu przyszedł na świat. Jako już dorosły pies prezentował się poważnie i dostojnie, nieprawdaż?
Wybraliśmy się na obiad do Pauli i Mauro. Bardzo miło, bo było to tak, jak jedzą codziennie a nie żadna wielka wystawność dla gości. W jadalni otwarte palenisko kominka przyjemnie grzało  w plecy. Co więc stanowi codzienny przykładowy codzienny posiłek? Nie było antipasti, czyli przystawek. Na pierwsze pomarola - makaron z sosem pomidorowym. Potem kawałki pociętej polenty z sosem ragú. Na drugie schab lekko podpieczony i warzywa gotowane (buraki, marchew, ziemniaki itp) oraz mniej udany eksperyment (troszkę skubnęłam) z buraka liściowego z orzeszkami piniowymi. Do tego oczywiście wino a potem ciasto urodzinowe ich zięcia oraz vinsanto, czyli słodke wino. Zięć naszych gospodarzy pochodzi z rodziny rolniczej i ciągle wraz z krewnymi zajmuje się produkcją oliwy, wina czy też miodu. Jako jeden z niewielu w tej okolicy miał w tym roku rewelacyjne zbiory oliwek bez robaków i otrzymał wyjątkowy wynik 18 kilogramów oliwy ze 100 kg owoców. Taką świeżo wyciśnięta oliwę degustuje się za pomocą wcześniej już opisanych przeze mnie grzanek. Tutaj było o tyle oryginalnie, że fett'unta została opieczona na ruszcie położonym wprost w kominku. Przekrojonym ząbkiem czosnku każdy smarował sobie po opieczeniu. Na to dość dużo oliwy i sól. Nawet, nawet. Choć nie powiem, nie zajadałabym sie tym za mocno. Moim numerem jeden był tam makaron z pomarolą.
Należy jeszcze wspomnieć, że ten producent dla swojej oliwy otrzymał certyfikat IGP (indicazione geografica protetta). Sprzedał całą produkcję "na pniu".
A na koniec smaczek - my właśnie tę oliwę zakupiliśmy parę dni temu. Krysztof uczynił to jednak za pomocą pośredników, żeby nie było niezręcznych sytuacji, że coś po obniżonej cenie, po znajomości.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza