poniedziałek, 1 listopada 2010

SŁOWO SIĘ RZEKŁO, PISTOIA U PŁOTA

Obiecałam i postaram się zrealizować zamierzoną serię pistojską.
Zacznę od pytania "dlaczego Pistoia?"
Osoby, które bywają w Toskanii, z rzadka tu zaglądają. Przewodniki, zwłaszcza polskojęzyczne, zazwyczaj poświęcają jej tak niewiele miejsca, że faktycznie zniechęca to do odwiedzenia miasta. Czyżby niczego tu nie było? Żadnych atutów?
Pierwsze słowa, które zawsze przychodzą mi na myśl, to autentyczność i naturalność. Co wcale nie oznacza dla mnie, że bardziej znane toskaniki są sztuczne i niewarte odwiedzenia. Chodzi o to, że Pistoia w ciągu swojej długiej, sięgającej Etrusków, historii uniknęła na pewno jednej aneksji - aneksji turystów. Nie oni decydują o rytmie miejscowości.
Dopiero w tym mieście widać, że wiele imprez gdzie indziej spotykanych, wcale nie jest robionych "pod turystów", o czym niektórzy bywalcy Toskanii są bardzo przekonani. Trudno zresztą oddzielić w takim San Gimignano turystyczną nakładkę od życia codziennego, wszak i tam mieszkają ludzie z emocjami, żyjący dzięki turystom, czy też obok nich.
Zwiedzający ma niełatwe życie, ponieważ Pistoia jest pozbawiona otoczki turystycznej.
Musi się dostosować do zachowanego tu jeszcze włoskiego rytmu dnia, ze świętą sjestą nie do przejścia.
Musi zadowolić się jakimś otwartym kościołem i pogodzić z tym, że inny będzie zamknięty na cztery spusty.
Musi wiedzieć, że z aparatem fotograficznym lepiej nie wybierać się tu w środowe i sobotnie przedpołudnia, kiedy do katedry niemal wchodzą kramy z mydłem i powidłem.
W końcu, jeśli chce się zachwycić jednym z piękniejszych placów w Toskanii, to niech nie przyjeżdża w lipcu, gdyż przez cały miesiąc wypełnia go estrada, widownia czy też tor turnieju rycerskiego.
Słynne wina Chianti nikomu niemal nie kojarzą się z Pistoią, a to tu kończy się region zastrzeżony przez winne konsorcjum dla tej nazwy. I Pistoia ma więc swoich producentów Chianti.
Jako że to dość duże miasto, jak na warunki toskańskie - około 90 tys. mieszkańców - znajdziecie w nim i mniej atrakcyjne dzielnice, jak np. "zona industriale", gdzie się zgromadziły hurtownie, magazyny, sklepy przemysłowe. Niektóre takie miejsca są dla mnie i tak atrakcyjne, bo czyż nie może być fascynująca mała fabryczka połączona z hurtownią i sklepem, gdzie się konfekcjonuje szkło, gdzie można kupić bardzo oryginalne szklane naczynia za niskie kwoty.
Od północy Pistoię otulają wysokie góry (sięgające 2000 m n.p.m.), u podnóża których wykorzystując południową wystawę przysiadły gaje oliwne i małe winnice. Na południe od miasta rozciąga się niższy łańcuch górski, przez który trzeba się przebić, by dojechać np. do niedalekiego Vinci. Jazda tą trasą wzbudzała wiele emocji wśród moich znajomych, a u tych, którzy cierpią na chorobę lokomocyjną wzbudzała jeszcze i co innego. Osobiście wolę pokonywać tę niezliczoną ilość zakrętów jako kierowca, gdyż jako pasażer muszę się najczęściej salwować travel gum.
Nie wspomniałam jeszcze o tym, z czego najbardziej słynie miasto i jego okolice. Chodzi oczywiście o szkółki ogrodnicze, olbrzymie połacie pól porośnięte wszelką roślinnością sprzedawaną na cały świat. To właśnie położenie między dwoma łańcuchami górskimi sprzyja uprawom. Zdjęcia z nich pokazałam w tym wpisie.
O Pistoi mówi się, że to miasto ciszy, a to ze względu na panujący w nim spokój. Oczywiście ma swoje chwile wzmożonego ruchu i hałasu, mimo tego, jeśli chcecie napawać się pięknem włoskiej architektury bez obijania się o turystów zapatrzonych w kolejny zabytek, jeśli chcecie zobaczyć, jak żyją Toskańczycy - to tutaj!
To tyle na dzisiaj, jako zapowiedź. W następnych wpisach poświęconych Pistoi skoncentruję się oczywiście na jej starym mieście i sztuce, a ich zadatkiem niech będzie ten kolaż zdjęć.

Nie jest jednak tak, że dotąd milczałam zupełnie na temat miasta w którego frazione mieszkam, żeby to udowodnić zrobiłam mapę z zaznaczonymi miejscami już odwiedzonymi i odnośnikami do nich na blogu. Na tejże samej mapie będę sukcesywnie umieszczała wszelkie następne ulubione przeze mnie cudeńka Pistoi.
Było jeszcze tu na blogu kilka spacerów po Pistoi, wystarczy kliknąć kategorię "Pistoia", by pokazały się wszystkie wpisy w jakikolwiek sposób związane z tym miastem.

Za oknem ciągle deszcz, zaraz wychodzę na Mszę św. na cmentarzu. Potem jak znalazł przyda się herbata, o której napisałam poprzednio, wzbogacona o skórkę pomarańczy. Zupełnie zapomniałam o tym pysznym dodatku, którego mam mnóstwo, pyszniutkiego, słodziutkiego.

11 komentarzy:

  1. znakomity wpis !
    wzbudza emocje , tęsknotę , pragnienie ....
    następnym razem :)
    ------
    słoneczka Małgosiu !

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję i już tęsknię. Może za /niecałe już/ 2 lata. Zapamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy... Byłam tam z koleżanką rok temu a Pistoię potraktowałyśmy jako punkt wypadowy po północno-zachodniej Toskanii. Prawda, niewiele jest o niej w przewodnikach, za to z internetu ściągnęłam ile się dało. Pistoia jest cudna, urzekła nas od pierwszego wejrzenia! Zwiedziłyśmy kościół G Fuorcivitas, piękny pasiasty,Ospedale del Ceppo i kościół San Francesco. Teraz czekam na ciąg dalszy. Będziemy w Pistoi w maju więc jest nadzieja uzupełnienia pominiętych atrakcji. Z przyjemnością czytam Pani blog. Po Toskanii podróżujemy
    od 2007 roku czyli w roku kiedy Pani osiedliła się w Toskanii:-)
    Nasz środek transportu to pociąg i autobus, zawsze dwa razy w roku maj i wrzesień. Pozdrawiam bardzo serdecznie....

    OdpowiedzUsuń
  4. Duomo gorojace nad miastem niczym jak wr Flo ;) nie mialam zielonego pojecia!!!!!
    Przewodniki rzeczywiscie marginalizuja Pistoje. A to taka perelka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładnie Małgosiu:) Żałuję ,że nie dane mi było zobaczyć Pistoi, ale może kiedyś...
    Pozdrawiam Cie serdecznie:**

    OdpowiedzUsuń
  6. Tylko ta kopuła stercząca cudnie nad dachami to nie katedra. Katedry nie ma akurat na zdjęciach. Te z lotu ptaka zostały zrobione z dzwonnicy przy duomo.

    OdpowiedzUsuń
  7. No! :))))
    Teraz reszta powolutku :)
    Dzięki, Małgoś.
    Kinga z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  8. Maglgos, to co to takiego??? W moich przewodnikach niestety nic nie znalazlam.... :(

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest Bazylika Matki Bożej Pokory.
    Ma świetną stronę w kilku językach
    http://www.basilicadellamadonna.it/
    Zmiana języka na dole strony.

    OdpowiedzUsuń
  10. Spędziłem tam sporo wakacyjnego czasu...faktycznie targ robi wrażenie, bo rozlewa sie po całym starym miescie, można się zgubić w dzień targowy...i ten zapach skór, warzyw, owoców...miasto poza tym przez brak tych tłumów jak we Florencji robi wrażenie nieco sennego...ale to tam w katedrze widziałem wiernego jak z jakiś traumatycznych filmów, który wręcz jęczał przy ołtarzu w pustej przestrzeni...nie możliwe do zobaczenia we Florencji...to tam widziałem małolatów którzy grali w piłkę a ściana katedry robiła za bramkę - tego ci nie da nawet Liga Mistrzów...to tam widziałem radiowozy które stawały przed kafejką na głównym placu i cała ekipa Policjantów wpadała na 5 minut na kawę i pogawędkę...

    OdpowiedzUsuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *