niedziela, 2 września 2007

CORAZ BLIŻEJ CODZIENNOŚCI

Dziś spoookojny poniedziałek. Zaczął się znowu od prezentu ubiorowego - jak tak dalej pójdzie, to nie będę się musiała martwić, że ciutkę przytyłam i kiedyś mocno przylegające do ciała ubrania stały się po prostu za ciasne. Dzisiaj Viviana przyniosła parę rzeczy do wyboru od koleżanki swojej córki Stefanii, która pracuje w sklepie Sachs i co pewien czas przynosi coś Stefanii. 
Roboty remontowe wstrzymane do czasu, aż pojawi się Dante i dowiemy się, czy mamy pistolet do malowania, czy trzeba na pieszo pędzlem, bo tego rodzju sufitu nie da się niestety za bardzo wałkiem - za dużo zakamarków. Dużą część dnia spędziłam więc na organizowaniu pracowni. Mam już u góry witrynkę, do której ładuję gotowe, albo ładne nawet nieobrobione przedmioty. Poukładałam farby i media. Chciałabym do pracowni zaprosić kobiety z wyprawy na lody, ale na razie to nie ma jak się ruszać, wszędzie kartony puste, pełne, do połowy opróżnione.
Dzisiaj dźwiękowo doświadczyłam tego, że Włochowi trudno jest rozmawiać przez komórkę prowadząc samochód. Pod moimi oknami usłyszałam, jak zatrzymał się samochód a nikt nie zadzwonił do drzwi. A tylko raczej w tym celu może się tu zatrzymać auto. Po chwili dociera do mnie wyraźny dźwięk rozmowy telefonicznej, Widocznie jakiś biedak nie poradził sobie na tej wąskiej drodze manewrować, i rozmawiać bez użycia rąk - to ponad jego siły

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza