niedziela, 2 września 2007

CZY POLSKA KUCHNIA JEST DLA WŁOCHA?

Przeurocza wizyta Franki i Fabia na obiedzie. Z jakąż rezerwą próbowali naszej polskiej kuchni, w końcu na deserze się rozluźnili, bo podałam niezwykle polskie tiramisu 
Potem pojechaliśmy z psami na spacer do lasku w sąsiedniej parafii. Na początek ubawił nas napis, który informował, że znajdujemy się w strefie symulowanych walk i żeby dać znać, że jesteśmy na trasie. Ktoś do tej tablicy dokleił karteczkę ze słowami: A jak mam dać znać? Trąbą?
Lasek taki jakiś trochę inny niż polski, ale równie pachnący i kojący.  Z roślin zadzwiły mnie pierwszy raz oglądane rosnące tak sobie przy drodze cyklameny - były mniejsze, niż te doniczkowe, ale nawet nie było sensu robić im zdjęcia, bo po prostu cyklameny! No i ogrom ogromnych szyszek!
Las ten jest na pokaźnym wzgórzu, z którego rozciąga się widok na Pistoię i okolice. Jednak nic nie przebije widoku małego cmentarza a właściwie to "cmentarza z widokiem". Tam być pochowanym...
Cmentarz przynależy do małej miejscowości Vinacciano, położonej na pobliskich wzgórzach. Na zdjęciach można zobaczyć resztki zamku i krzywej wieży - tej jakoś tłumnie nie nawiedzają Japończycy. Opustoszałe okna riun zamku cwałują po wyobraźni galopem:
    

Czasami zdarzało się, że po jednej stronie mieliśmy las a po drugiej gaje oliwne, albo ciekawy, samotnie stojący dom.
      
I żeby nie było za pięknie, to natrafiliśmy na taki oto okaz grzyba - volsvagenus golfus??

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza