środa, 17 września 2008

~ KLASZTORNY GRILL

Niedziela, to już oczywiste, zaczyna się od Mszy. Właściwie to przed też coś zazwyczaj robię, ale czyż może być atrakcyjne do opisania ubieranie się, czy przygotowanie do obiadu? No dobrze, jadłospis może być ciekawy, ale o tym za chwilę. Ważniejsze było gdzie i z kim się spotkaliśmy na posiłku. Otóż zaprosiliśmy naszych gości do parku na grilla. W odświeżonym deszczem miejscu, z lekkim wiatrem i słabiej grzejącym słońcem do uczty oczu dołączyliśmy ucztę żołądków.  

Krzysztof w zaaferowaniu rozpalaniem ognia i innymi tego typu obowiązkami zapomniał zupełnie o robieniu zdjęć, więc poniższe prezentuję dzięki uprzejmości Marianny. 

Cóż tak rozproszyło jego uwagę? Ano mięso typu schabowy (ale dość gruby i z kością), zmacerowane w oliwie i occie balsamicznym wraz  ze świeżymi ziołami, solą i pieprzem. Przypieka je się dość krótko, dzięki czemu zachowuje soczystość. Jako warzywa podałam fasolkę wężową ugotowaną i omaszczoną kostkami wędzonego boczku usmażonego wraz z kawałkami świeżych pomidorów. Drugim "zielskiem" była moja ulubiona roszponka podana jedynie z oliwą, octem balsamicznym i solą. Na deser macedonia z wszelkich surowych owoców z sokiem z cytryny cukrem oraz odrobiną maraschino. Marianna dorzuciła sałatkę z ogórków i na deser babeczki. A wina nam nie brakło.

Jak na zamówienie niebo nad Florencją przeczyściło się i można było dostrzec Duomo u podnóżna gór na horyzoncie.

W wyśmienitych humorach poszliśmy do samego klasztoru. Krzysztof przyjął na siebie rolę pilota, a ja mogłam usiąść i porysować, za czym niemal bezustannie tęsknię. Ciągle tyle rzeczy się dzieje, że ołówki stygną.

Zrobiło się dość chłodnawo, więc już nie towarzyszyłam im w krótkim spacerze do kościółka San Michele (patrz: post z lutego). Wszyscy orzeźwieni świeżym powietrzem z zadowoleniem wielkim wróciliśmy do domu.

Ja sobie jeszcze zafundowałam duże wzruszenie filmem "Rozdarte niebo". Mam znowu plan wycieczki śladem następnego filmu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza