wtorek, 20 stycznia 2009

DESZCZOWO ŚWIECOWO

A wiesz Blondynko Chaotyczna, że teraz już nie pałam taką wielką miłością do Mayes, jak kiedyś. Niestety straciła w moich oczach zgodą na taki a nie inny film, według swojej książki oraz pozycją "Rok w podróży". To już nie to!

Dzisiaj równiuśko cały dzień pada. Urzęduję więc na zmianę między pracownią a pralką :)

Wklejam zaległe zdjęcia ze świecami, z którymi dałam sobie chwilowy spokój na rzecz przekształcenia ram do łóżek bliżej toskańskiego stylu. Ale to akurat jeszcze potrwa, bo brakuje mi pewnych elementów zdobniczych, w tym, między innymi, medalionów ręcznie malowanych.

Co do świec, gdy tak sobie na te ostatnio "wydłubane" patrzyłam, pomyślałam, że nawet one są efektem mojego miejsca zamieszkania. Ciekawe jak długo w Polsce dochodziłabym do radosnych kolorów, wzorów zahaczających o kicz? Tutaj to jest na porządku dziennym, Wielka Sztuka a zaraz obok straszliwe świecidełka i jakoś to wszystko razem się komponuje. Stąd ukłon do tej estetyki w postaci różyczkowej świeczki.




 

P.S. Na życzenie jednej z czytelniczek usiłowałam zrobić namiastkę animacji rysunków w postaci filmiku, ale nie wiem, jak go ładnie umieścić. Przepraszam za niedogodności, jeszcze popracuję nad tym.

10 komentarzy:

  1. czy ja kiedyś będę w posiadaniu Twoich pięknych toskańskich świec ?
    a szkice :)z muzyką prezentują się przepięknie
    super
    i też mam coraz większy na nie apetyt
    _____________

    następnym , może ? razem
    _____________

    Frances Mayes :( nie , no może na pierwszy zachwyt Toskanią wystarczy

    OdpowiedzUsuń
  2. Bravo!Pomysł z filmikiem bardzo mi się podoba-jestem na TAK!

    OdpowiedzUsuń
  3. TERAZ JEST IDEALNIE :):):)
    ______
    deszczowo też mam ale świec
    nie zrobię , może ciastka
    blu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Swiece sa tak uroczo-slodkie,ze hoho:)A szkice prezentowane w takiej formie????super!!!!!!!!

    cmok:)

    OdpowiedzUsuń
  5. coś jest na rzeczy z tymi kolorami. teraz już mi przeszło, ale kiedyś zwoziłam z południa europy rózne "pamiątki", radośnie kolorowe i jakoś tutaj w polsce raziły kiczem, a tam takie ładne się wydawały...

    eh, tak sobie zamarzyłam - mieszkam w toskanii, dzieci w szkole/przedszkolu, a ja jadę do małgosi i sobie dłubiemy, ona w świecach, jak skrapuję... taaa.
    pozdrawiam z burej warszawy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha to dla mnie ten filmik. Trochę inaczej może go sobie wyobrażałam, ale jest super!!! Strasznie się cieszę:)
    Mazury całe we mgle.
    agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  7. Też se zaświecę toskańską świecę. Pochwaliłam się?chyba tak

    OdpowiedzUsuń
  8. Gośka- stałaś się mistrzynią w robieniu świec. A pamiętam nasze pierwsze próby jeszcze w Czerwonaku. Tylko,że ja stanęłam na tamtym etapie, a ty rozwinęłaś skrzydła. Prawdziwe cuda.Proszę o więcej. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Malgosiu, Frances Mayes dość dokładnie opisuje, co ją wygnało z Bramasole. Jej miłość do Toskanii była wyidealizowana. W książce "Codzienność w Toskanii" jest o zetknięciu się z rzeczywistością - ludzką hipokryzją, obojętnością, bezwolnością, lękiem przyjaciół przed opinią sąsiadów, wreszcie przed zemstą. Zaczęło się od walki z budową wielkiego basenu i dyskotekami w najbliższym sąsiedztwie. Skończyło szokiem w urodziny męża, gdy ktoś podrzucił do ogrodu anonim, którym owinięty był granat. Carabinieri, zepsuta impreza, specjaliści od bomb... Potem był "Rok w podróży", powieść o życiu w rodzinnej Georgii, nowy dom wybudowany w Stanach, drugi dom toskański w górach nad Cortoną - Fonte delle Foglie (już sprzedany, ale do niego uciekła rodzina Mayes z Bramasole). Historia z "zamachem bombowym" musiała być ogromnym zawodem, złamaniem serca. Frances Mayes to niespokojny duch, po pierwszych zachwytach, myślę, że ona nadal mnie ciekawi. A pisze fantastycznie! Czasami czytam same jej opisy sztuki. A Cortona i tak jej kiedyś wystawi pomnik albo nazwie jej nazwiskiem ulicę (jeśli nie, to naprawdę jest niewdzięczna ;) Zmiany w scenariuszu wymogli autorzy filmu. Nie interesowało ich robienie opowieści o modernizacji i remoncie... Pozdrawiam, Aldona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą miłością do Toskanii to tak jest chyba u każdego, ale warto się przemęczyć. Co do filmu, to i tak mnie to nie przekonuje, po prostu, wolałabym, żeby film nie powstał.

      Usuń

KONTAKT (proszę pamiętać o wpisaniu maila)

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *